Rozdział 2.
Anna
siedziała na taborecie przy niewielkim, kuchennym stole. Czekała na
swoją matkę, która spóźniała się już piętnaście minut.
Dziewczyna zaczęła się niepokoić wiedząc, że matka z zasady
punktualna pojawiała się wszędzie przed czasem. Od kiedy służby
zaczęły nagrywać wszystkie połączenia, przestały używać
telefonów do rozmów innych niż o pogodzie, posiłkach i porach
mszy lub czuwań przy kaplicach kolejnych świętych. Sięgnęła po
leżący obok telefon i sprawdziła, czy może ktoś do niej nie
dzwonił. Po kolejnych pięciu minutach zaczęła wystukiwać na
klawiaturze numer matki. Znała go na pamięć i nie zapisywała w
telefonie dla większego – przynajmniej względnie –
bezpieczeństwa. Już miała zadzwonić, ale zawahała się. Matka na
pewno byłaby na nią zła wiedząc, że po długich miesiącach
planowania teraz mogą zostać złapane przez tajne służby przez
niecierpliwość Anny. Wstała i wyjrzała przez okno. Ulice były
tak wąskie, że ludzie mogli sobie zaglądać do mieszkań. Pośród
nielicznych przechodniów nie dostrzegała sylwetki tak znajomej, tak
wyczekiwanej. Jakiś starszy mężczyzna stał na rogu budynku
będącego dawniej kinem, które minister kultury zamknął po tym
jak wyświetlono w nim film niezgodny z poglądami władz. Nie
pomogły protesty, apele i odwoływanie się do wyższych wartości
artystycznych.
Po roku
2017 żaden teatr ani kino nie mogły funkcjonować bez
odpowiedniego zaświadczenia z Ministerstwa Kultury i Prawości
Poglądów. W efekcie większość placówek zamknięto lub
przekształcono w takie jak ten koło mieszkania Anny ośrodki
„krzewienia wiary i praworządności”. Oprócz starszego
mężczyzny po ulicy przechodziło kilka osób w wieku emerytalnym.
Mając 55-60 lat nie mieli już pracy, nie mogli podjąć nigdzie
zatrudnienia, a emerytura którą otrzymywali wystarczała jedynie na
czynsz i jedzenie, więc ich główną rozrywką w ciągu dnia było
przechadzanie się ulicami, zaglądanie w okna mijanych kamienic, lub
wystawanie pod płotem i wpatrywanie się w tych „innych”,
„pozbawionych człowieczeństwa ludzi” – jak nazywała ich
władza.
Anna,
choć zawsze opanowana i cierpliwa, postanowiła w końcu wyjść z
mieszkania i poszukać matki. Nie mogły sobie pozwolić na takie
opóźnienie. Jedno potknięcie mogło zniweczyć cały plan.
Komentarze
Prześlij komentarz